2. Opowiadania część pierwsza...
Postanowiłam to wreszcie tu zamieścić. Nie mam całkowitego pomysłu o czym to dokładnie będzie. Tak samo nie mam pomysłu na imię głównej bohaterki. Może ktoś mi coś zapoda ;>? Bardzo bym się cieszyła... Jak na razie, to oceniajcie. Od razu mówię - tu nie ma nic o HP, bo wiem, że niektórzy są na to uczuleni :D
Ulicą Nowego Jorku szła piętnastoletnia dziewczyna. Ubrana była w długie, wycierane, granatowe dżinsy i czarny T-shirt. Miała ciemnoniebieskie oczy i długie czarne włosy związane w niedbały kucyk. Doszła do ławki w parku centralnym i usiadła na niej..
- I dup.. – powiedziała rzucając zapaloną zapałkę na papierek po gumie leżący na chodniku, który w jednej chwili zajął się ogniem. – Ehś.. Nudy.. – mruknęła do siebie rozkładając się na ławce. Ludzie przechodzący obok niej dziwnie i głupio na nią spoglądali. Dziewczyna wzruszyła tylko ramionami i położyła się, zajmując całą długość i szerokość ławki. Wzniosła oczy ku niebu, oglądając pojawiające się co jakiś czas nowe gwiazdy. Było późno. Na ulice miasta zaczęła wysypywać się tutejsza hałastra i młodsza młodzież. W parku gromadziły się grupy meneli i dzieciaków wyciągających przeróżne „zabawki”. Nikt nie zdziwił się widokiem czarnowłosej leżącej na ławce, bo robiła ona to dość często, więc, co jakiś czas, dały się słyszeć pozdrowienia rzucane w jej stronę. Grupka czternastolatków nie śmiała do niej podchodzić, bo dziewczyna była znana z porywczości, gdy ktoś jej przeszkodził „w odnajdywaniu nowych gwiazd na niebie”, jak sądzono. Było to tutaj powszechnie wiadome, że brunetka nie życzy sobie żadnego towarzystwa. Tylko parę osób nie uznawało tej zasady, ale wdały się one w jej „łaskę” i tolerowała ich obecność.
Ani ojca, ani matki dziewczyny nie obchodziło, gdzie ich córka się włóczy po nocy. Byle tylko była w domu nad ranem i dobrze się uczyła. Dali jej wolną rękę, odkąd została wyrzucona ze swojej „starej” szkoły za złe zachowanie. Tylko ta jedna rzecz przesądziła o tym, że ma opuścić szkołę, choć jej wyniki były bardzo zadowalające. Od tego czasu mogła robić co chciała, ale była „zamknięta” przez ojca w jednej regule – ma się zachowywać jak należy w szkole i na lekcjach. Reszta go nie obchodziła. Pozwalał jej na wszystko. Włóczenie się po Nowym Jorku do późna w nocy, siedzenie przed komputerem ile chce, a nawet mogła pić i palić. Lecz z tych czterech rzeczy wyznawała tylko jedną – włóczenie się. Nie przepadała za palącymi, a na każdą uwagę typu „Masz szluga?” okazywała jawną niechęć do palaczy i groźnie odpowiadała. Alkohol piła tylko od okazji. Nigdy się nie zalewała, jak niektórzy jej znajomi. Nie potrafiła i nie chciała. Co do siedzenia przed komputerem, to lubiła, owszem, ale nie miała po co. Nie miała tam żadnego zajęcia, oprócz gry i rozmów.
W szkole była jedną z najlepiej uczących się dziewcząt, chociaż jeszcze nigdy nie poświęciła na naukę więcej niż godziny – dwóch. Próbowała zapamiętywać wszystko, co profesor mówił na lekcji. Nie kuła i nigdy nie była kujonem. Wiedzieli o tym wszyscy znajomi z jej klasy. Z rodzicami rozmawiała zazwyczaj tylko na temat szkoły. Nie utrzymywała z nimi głębszych kontaktów. Wystarczali jej tylko dobrzy znajomi, których uważała za swoją drugą rodzinę.
Tej nocy jednak, ktoś, kogo nie znała, zakłócił jej wieczorne rozważanie.
- Heh.. Nie masz co innego do roboty, oprócz leżenia? – zagadnął szatyn, siadając na ławce.
- Spadaj.
- Taak. Miła, to ty nie jesteś.
- Powiedziałam ci, abyś się stąd zmył, ale chyba do ciebie to nie dotarło.
- Tak, fajnie. Jeśli chcesz wiedzieć, to dotarło, ale nie mam zamiaru się stąd, jak ty to powiedziałaś, „zmyć”.
- Radzę – powiedziała ostro – I ciekawe, od kiedy jesteśmy na ty? – spytała chłodno.
- Tak, inteligencją, to ty nie grzeszysz.
- Zamknij się.
- No dobra, dobra. Nie trzeba od razu tak ostro, młoda.
- Zamknij się. – powiedziała głośno, tonem nie znoszącym sprzeciwu, podnosząc się do pozycji siedzącej. Spojrzała na chłopaka mściwie.
- Nie powtarzaj się.
- Zam.. – zaczęła, ale intruz jej przerwał.
- Złość piękności szkodzi.
- Ty chyba naprawdę chcesz, abym ci coś zrobiła.
- Ja? Nie, no skądże. Przecież się ciebie boję, jak cholera. Aż mi się nogi trzęsą – zakpił.
- Tak? Na pewno? Dziwne. A może po prostu mamusia cię nie nauczyła chodzić, co?
- Skąd wiesz, może tatuś. I wydawało mi się, że jeszcze nie jesteśmy na ty.. – dziewczyna spojrzała chłodno na szatyna i usiadła na ławce po turecku.
- Trudno – powiedziała po chwili – Chyba nie będziemy.
Chłopak uniósł wysoko jedną brew, ale dziewczyna tego nie zauważyła.
- Czyżby?
- Nie „czyżby”, tylko na pewno. I idź już stąd, bo twoi rodzice na pewno trzęsą spodniami „Gdzie też ich synuś się podziewa, bo późno już i może mu się coś stać.” Ale ba! Na pewno mu się coś stanie, jeżeli stąd nie pójdzie.
- Jasne. Jakbyś chciała wiedzieć, to jestem od ciebie starszy i nie grozi mi żadna kara z ich strony, a spodniami, to na pewno trząść nie będą, lala.
- Czy ja, do cholery jasnej, wyglądam na jakąś „lalę”? Zastanów się, co gadasz, zanim coś w ogóle powiesz!
- Hmm.. Chyba się oburzyliśmy, nieprawdaż?
- Zmywaj się stąd! – kilka osób patrzyło na ich dwójkę. Czarnowłosa obrzuciła ich groźnym spojrzeniem i od razu odwrócili wzrok – Jeszcze tu jesteś? – rzuciła, gdy spojrzała na ławkę.
- A niby gdzie mam być?
- Przypomnę ci, że nadal na ty nie jesteśmy i dla ciebie nadal jestem pani.
- Tak? To ja dla ciebie, czy też dla PANI jestem Pan – chłopak dał nacisk na słowo „pani” i spojrzał na dziewczynę, która nadal miała chłodne spojrzenie.
- Jasne, proszę PANA. Niech się PAN stąd wynosi, Jaśnie PANIE, bo jeszcze PANA wielbicielki sobie coś umyślą. DO WIDZENIA. – dziewczyna wstała, kopnęła jakiś leżący na ziemi kamień i ruszyła w stronę jednej z alejek. Szatyn zrobił taki ruch jakby chciał ją złapać za ramię, ale w porę się opamiętał.
- Tak, DO WIDZENIA. – powiedział.
Czarnowłosa doszła do wyjścia parku. Ten chłopak całkowicie rozjuszył dziewczynę. Po niedługim czasie doszła do swojego domu. Otworzyła drzwi, weszła po schodach do pokoju i rzuciła się na łóżko. Po pięciu minutach odwróciła się plecami do materacu i wpatrywała się w sufit. Co ten chłopak od niej chciał?!, myślała. Chwilę później pogrążyła się we śnie.
Czysta 2005-12-07 20:20:17
skomentuj (1)
1.
A do czego jest ten blog? No nie wiem. Mnie się nie pytajcie. Takie pytania, to można kierować do paru osób z mojego gadu. Chociaż... lepiej nie. Otóż... Aktywuję to 'cóś'. Przeleżało kilka miesięcy, później dałam go Ance, która znowu już nie miała o czym na nim pisać. Jakiś taki pechowy jest. Ehś. Się mówi trudno. Pech, to pech. Ale mam nadzieję, że mi większego niż mam nie przyniesie. No wiecie - nadzieja matką głupich [A czy ktoś nie mówił, że każdy z nas ma w sobie odrobinę głupoty? Eee... chyba nikt ^^"] I zobaczymy, co ja tu będę wsadzała... czas pokaże.
Czysta 2005-09-21 21:35:56
skomentuj (0)
× × ×
Szablon zrobiony przez Czystą, tylko i wyłącznie do jej użytku.
Jak znajdę gdzieś taki sam, to Trzy razy Z i trochę:
Znajdę. Zabiję. Zakopię.
Nieźle, nie? Nawet mi rym wyszedł.
Uważaj na to, co robisz!
PeeS. Brushe pochodzą z tej storny.
Zdjęcie - FotoArt.